nnnnnn
close
O terrorze jedzenia

O terrorze jedzenia

flickr.com / Donnie Ray Jones

Ten post jest wynikiem moich obserwacji. Jest on także o jedzeniu, ale mniej od strony fizycznej a bardziej od emocjonalnej / psychicznej.

Otóż, obserwując liczne fora dla mam ale także funkcjonując w społeczności szerszej niż mój dom i rodzina naszła mnie jakże oczywista a zarazem smutna refleksja: jedzenie jest najpotężniejszym, ale też najpopularniejszym narzędziem władzy, manipulowania i terroryzowania. Co gorsze, jest to narzędzie, które my – rodzice, często stosujemy wobec naszych dzieci, my – dorośli, stosujemy je  wobec siebie, wobec swoich znajomych, kontrahentów itd.
a. Ciąża
Kobieta jest w ciąży. Za rzecz normalną przyjmujemy fakt, iż chce mieć to dziecko, w związku z czym dba o siebie. Nagle dowiaduje się o tym czego nie wolno ( 40% zakazów i nakazów dotyczy jedzenia). Tu pierwsza reakcja jest taka:” no przecież to normalne, że z pewnych rzeczy trzeba zrezygnować by być zdrową i nie zaszkodzić rozwijającemu się płodowi a następnie dziecku. OK, to oczywiste, że używki, że niewiadomego pochodzenia produkty, że nieprzetworzone termicznie (choć, japonki jedzą sushi i też jest ok. Nie jemy bo nie chcemy zaszkodzić, czyli bo się boimy. Karmimy się więc lękiem, zamiast zdrowym rozsądkiem. Dalej, jemy bo „mamy zachcianki” i zapominamy o zdrowym rozsądku albo nie jemy bo”boimy się przytyć”. I tak i owak jest średnio dobrze – takie czasy. Jedzenie, które ma nam dawać przyjemność, w naszych głowach staje się narzędziem tortury. Do tego dopiszę zdanie o lekarzach, którzy zamiast zdrowej, zbilansowanej diety, dopasowanej do potrzeb kobiety brzemiennej, fundują nam koktajl suplementów „na wszelki wypadek” (znowu strach).
b. Noworodek
Dziecko przychodzi na świat. Od narodzin najważniejszym aspektem (jednym z) jest waga. Przyjęto, że jeżeli waga spadkowa jest do 10% wagi urodzeniowej, to jest ok. Lekarze i położne bardziej lub mniej wspierają mamę i dziecko na drodze mlecznej (temat na inny post), po czym przy kolejnych spotkaniach w przychodni, często wmawiają matce (dbającej vel troszczącej się o swojego potomka), że dziecko waży zbyt mało, bo waga dziecka odbiega od norm. Tu indolencja niektórych pielęgniarek/ lekarzy sięga zenitu, bo nagle lekarstwem na całe zło okazuje się dokarmianie mlekiem modyfikowanym/ zastąpieniem karmienia naturalnego nim, lub wprowadzeniem warzywek w 4 miesiącu życia (WHO rekomenduje rozszerzenie diety po 6). Tak czy owak, mniej pewna siebie mama, co przy pierworódki nie ciężko przestaje wierzyć w siebie, traci zaufanie do swojej jakże cennej intuicji.
c. Dziecko
Kiedy maluch zaczyna świadomie sięgać po jedzeni, staje się ono często kartą przetargową. Zaczyna się niewinnie, jeszcze w wieku niemowlęcym, gdy na ból, płacz, smutek proponujemy dziecku bez wyjątek pierś / butelkę. Następnie pokarm staje się nagrodą w sytuacjach niezbyt dla dziecka przyjemnych, jak np. wizyta u lekarza  oraz jest rodzajem wyróżnienia za dobre sprawowanie. Tu pojawia się jeszcze jedno małe zagrożenie, którego w myśl racjonalnego rozumowania chciałby wystrzegać się każdy rodzic: pokazujemy dziecku jak łatwo można manipulować czy wymuszać bez szacunku do przestrzeni i potrzeb własnych drugiej jednostki; tym samym odbierając dziecku możliwości zareagowania w sposób asertywny.
Odzieramy dziecko ze świętego prawa decydowania o własnych potrzebach karmiąc je „za babcie, mamę, tatę, dziadka, pieska….”. Proponujemy by zjadło mięsko i zostawiło ziemniaczki, nawet wtedy, gdy mówi, że już nie jest głodne. Kierujemy się często zasadą „powinno”, „należy” zapominając o tym, że każda jednostka, o ile jest zdrowa na umyśle posiada instynkt samozachowawczy. Tak więc dziecko też może, a nawet powinno decydować o tym ile i kiedy zje, do rodzica zaś należy by zaproponować potomkowi zdrowe, dopasowane do potrzeb i wieku jedzenie.d. Nastolatek

Zasadniczo możemy tu mówić o osobie, która w bardziej lub mniej świadomy sposób decyduje o sobie. Decyduje o tym jakie ma zainteresowania, jakich ma przyjaciół, o tym co lubi. Tu też pomstować będą w tematyce odżywiania przyzwyczajenia, które wpoiliśmy swoim pociechom zanim  z „mamy” i „taty” przemianowano nas na „starych”.  Taki nastolatek, co jak wynika z moich obserwacji, albo będzie dbał o zdrowie i wybierał mądrze (na szczęście bycie „fit” jest teraz na topie) albo będzie negował wartości, także te dotyczące sposobu odżywiania, które rodzicie wpajali młodemu adeptowi „dorosłości”. I tu, jeśli chodzi o temat jedzenia pojawiają się pułapki z rodzaju zaburzeń odżywiania, niemądrych diet, które zapewne poruszę przy jakiejś następnej okazji.

I na koniec moja mała konkluzja. Zaufajmy naszym pociechom. Karmmy na żądanie, czyli wtedy gdy dziecko potrzebuje jedzenia, dawajmy mu porcje dopasowane do jego potrzeb. Nie wmuszajmy, szanujmy  słowo „NIE”, bo to ono jest pierwszą formą jaką dziecko zaczyna decydować samodzielnie o sobie. Niech jedzenie będzie smaczne, daje radość ale nie będzie nagrodą za dobre stopnie czy kartą przetargową, pozwalającą „wygrać”.

 

Aleksandra Mijakoska

Aleksandra Mijakoska

Z wykształcenia etnolog i medioznawca. Mama, żona i dziennikarka na pełen etat. Uwielbiam podróże, kocham zdrową i dobrą kuchnie. Dbam o rozwój swój i swoich najbliższych. Rodzicielstwo bliskości i porozumienie bez przemocy, to coś w co wierzę. Poza tym piszę o zdrowiu, urodzie i stylu życia.

Koktajle: idealne na śniadanie i na deser

Mamo, nie bój się!

Leave a Response